Wielkanoc

„Zmartwychwstałem i zawsze jestem z Tobą…”

Po uroczystej Mszy Rezurekcyjnej śpieszono czym prędzej do domów. Wierzono, że „kto pierwszy dojdzie do domu, ten pierwszy z pola zwiezie i będzie rychło obrobiony”. Drugim powodem tak szybkiego powrotu były wygłodzone żołądki, które domagały się po Wielkim Poście dobrego jedzenia. Nakrywając wielkanocny stół, stawiano na nim wszystko, co było w domu najlepsze.

Najważniejsze miejsce na stole zajmowało to, co poświęcone. Po odmówionej modlitwie, domownicy pojednani z Bogiem i bliźnimi, składali sobie życzenia i w uroczystym nastroju zasiadali do śniadania.

Zaczynano od jaj, chleba i soli. Pisanki obierano, uważając przy tym, aby poświęconych skorupek nie rozrzucać. Zbierano je i palono w piecu zaraz po śniadaniu. Jajka dzielono na części i nakładając grubą warstwę chrzanu zjadano z apetytem. Chrzan, ostry i mocno przyprawiony, wyciskał łzy z oczu. Tak właśnie miało być, by przypomnieć nam w tym radosnym czasie o męce Pana Jezusa i o dokonamy odkupieniu. Niektóre potrawy polewano święconą oliwą, by jej krople przypominały Wielki Czwartek i modlitwę Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Święconą sól dodawano do każdej potrawy, by chroniła nas od wszelkiego złego. Na stole można było znaleźć także kołacze z masłem, sery przygotowane na różne sposoby i oczywiście kiełbasy, wędliny, baby, serniki i mazurki.

Rogowskie święta nie mogły obejść się także bez barszczu żytniego czy serwatczanki z chrzanem. Obie zupy gotowano na wywarze z wędzonek i przez to miały wyjątkowy aromat i świąteczny smak. Jedzono je z jajami i chlebem, wkrawając różnorodne wędliny.

Wśród wszystkich pyszności królował baranek wielkanocny robiony z masła lub wypiekany z ciasta drożdżowego, chociaż najlepszy dla dzieci był baranek cukrowy.

UWAGA! Kto zjadł głowę baranka, miał zapewnioną mądrość na całe życie 🙂

Po tak obfitym śniadaniu się nie wylegiwano, ludzie nie spali w ciągu dnia. Według tradycji nie wolno tego robić, bo „zboże by się w lecie położyło, a ziemniaki zarosły trawą w polu”.