Dziecko: chrzest

Kilka ciekawych zwyczajów wiązało się z okresem pomiędzy narodzinami, a chrztem. Część z nich uzasadniały względy higieniczne, ale niektóre były dość zagadkowe. Nie należało stawać ani spać tyłem od malca, bo od tego łapał żółtaczkę. Karmienie najpierw prawą piersią zabezpieczało przed leworęcznością, a czerwona wstążeczka na rączce lub szyi – przed urokami i bezsennością. Kobieta po porodzie nie powinna brać udziału w pracach polowych, czerpać wody ze studni, doić krów, odwiedzać sąsiadów, pożyczać im albo od nich czegokolwiek. Zalecenia te, sprawiające wrażenie magicznych, w rzeczywistości ograniczały kontakt z otoczeniem, dzięki temu słaba jeszcze matka i noworodek byli od niego odizolowani – z pożytkiem dla obojga.

Przyjęcie dziecka do rodziny i społeczności, wymagało rozmaitych rytuałów. Najważniejszym aktem pozostawało pierwsze wyniesienie maluszka z domu, związane przeważnie z ceremonią chrztu świętego. Nim to nastąpiło pilnie przestrzegano pewnych zwyczajów. Dodajmy, że prawdopodobniej nie zmieniały się one przez setki lat. Chrzest odbywał się przeważnie w niedzielę, chociaż jeszcze wcześniej odbywał się w każdy dzień tygodnia. Starano się nie wyjawiać imienia dziecka przed jego oficjalnym ogłoszeniem. Dla zmylenia złych duchów wynoszono malca przez okno lub bardzo uroczyście, inaczej niż zwykle, przekraczano z nim próg domu, wymawiając przy tym dziesiątki dobrych życzeń.

Ochrzczone dziecko zyskiwało drugą parę opiekunów – rodziców chrzestnych. Jest to do dziś prawdziwy zaszczyt, stanowiący wielki dowód zaufania ze strony rodziców noworodka. Na kumów pierwszego potomka wybierano chętnie świadków ślubu jego matki i ojca. Unikano wdowców i wdów, osób nieuczciwych albo oszpeconych jakąś widoczną wadą. Bo przecież dziecko „kawałek rozumu bierze od kumów”. Podczas chrztu rodzice chrzestni odpowiadali wyraźnie, by dziecko miało mowę wyraźną. Jeśli w czasie chrztu zapłakało to będzie dobrym śpiewakiem. Za ołtarzem chrzestni się całowali – dziecko będzie mieć przyjaźń u ludzi. Kładziono dziecko na stopniach ołtarza twarzą odwróconą by wstydliwe było, a odwracając fyrtano, by dobrze tańczyło.

Z czasem zwyczaj „dziedziczenia” imion zaczął zanikać, a dziecku nadawano imię takie, jakie w chwili narodzin widniało w kalendarzu. Jeśli przyszło na świat w dzień Św. Franciszka – zostawało Franciszkiem. Jeśli zaś w dniu, który patronował święty o imieniu obco brzmiącym i dziwacznym – szukano bardziej swojskiego, w pobliżu daty narodzin. Jak każdą uroczystość szczególnej wagi, chrzciny kończył sowity poczęstunek. W czasie gościny babka kąpała dziecko, a ludzie wrzucali pieniądze, aby zdrowe było. Bardzo ważnym zwyczajem było dawanie prezentów przez kumów.