Wszyscy na nią czekali i nie można jej było ominąć – wiecha była znakiem, że pewien etap prac został zakończony. W naszym regionie takie świętowanie odbywało się na przykład po skończonym murowaniu, po wylaniu płyty lub fundamentów, po wykonaniu więźby dachowej, czyli po każdej większej robocie. Bukiet najlepiej było przyczepić w najwyższym i najbardziej widocznym miejscu (najczęściej przy konstrukcji dachu lub na przedłużonym patyku) – tak, żeby wszyscy widzieli, że prace poszły naprzód. W takiej wiązance mogło znaleźć się wszystko – od kwiatów po gałęzie i wszystko to, co znaleziono w ogrodzie i na łąkach.
Wiecha z gałęzi i liści drzewa miała zapewnić budynkowi i jego mieszkańcom pomyślność, dzięki opiece istoty nadprzyrodzonej. Wierzono, że drzewa zamieszkują bóstwa, które mają duży wpływ na ludzkie życie. Z wiechy, poprzez gałązki drzewa, z których zapleciono wieniec, miała przechodzić pozytywna moc świętości. Dlatego też, kiedyś zamiast wieńca pojawiało się małe drzewko przystrojone wstążkami. Po wywieszeniu wiechy odbywała się gościna, na którą gospodarz zapraszał sąsiadów i wszystkich, którzy pracowali przy budynku, aby wspólnie świętować zakończenie tego ważnego etapu budowy. Była to swoista ofiara z jedzenia i picia, złożona bóstwom i duchom opiekuńczym.
Wiechę stawia się do dziś – niektórzy boją się pecha, a nawet zawalenia budynku. I ciągle wierzymy, że jej moc ma nam dać spokojne domowe życie w dobrej energii.
