Wigilia

0
58

Wigilia to bez wątpienia wyjątkowy dzień w roku. Rozświetlony ciepłem rodzinnym chociaż niekiedy mroźny, ponury i w Rogach bardzo często wietrzny. Nieraz wracając z pasterki urywało głowę.

Tego dnia już od samego rana wygląda się pierwszej gwiazdki. Wtedy można zasiąść do wieczerzy wigilijnej i dobrze jest to zrobić wcześniej, by później móc udać się do rodziny i przyjaciół. Na stole tradycyjnie dwanaście potraw – ile miesięcy w roku.

24 grudnia obfitował w moc wydarzeń. Wróżono z zachowań ludzi i zwierząt, obserwowano przyrodę, ziemię, niebo i przepowiadano przyszłość. Wierzono, że jaki będzie ten dzień, taki będzie cały rok i dlatego wstawano wcześnie rano, nie można się było kłócić. Wypatrywano także mężczyzn z samego rana, bo to oni mieli przynieść szczęście. Czasem nawet trzeba było się umówić z chłopcami, by zaraz z rana pojawili się w progu domu. Gdy do domu pierwsza przyszła jednak baba, mówiono, że cały rok będzie dziurawy.

Tego dnia nic nie pożyczano i nie dawano nic z domu, aby i szczęścia nie oddać. Aby coś jednak pożyczyć należało to kupić, płacąc chociażby 1 grosz. Po porannym pacierzu ludzie myli się pieniędzmi, żeby mieć zdrowie i urodę. Ważne było, aby wszystkie przygotowania odbywały się całą rodziną i wspólnie – kobiety gotowały potrawy, dzieci przystrajały izbę ozdobami. Nad stołem wisiał świat, czyli zrobiona z opłatków kula ziemska ozdobiona kolorowymi bibułkami i papierkami. Innymi ozdobami były owinięte orzechy, jabłuszka wieszane na drzewku (choince). A samo drzewko było ubrane w łańcuchy ze słomy i różnych drobnych, zwijanych w harmonijkę bibułek. W kącie izby koniecznie musiał stać snop zboża, a na stole pod białym obrusem było ziarno (dodawane wiosną do siewu) przykryte siankiem na pamiątkę narodzenia dzieciątka w stajence. Na tak zastawiony stół stawiano jedną dużą miskę, z której jedli wszyscy, a pod nią kolorowy opłatek, który wróżył, co obrodzi w przyszłym roku. Rozkładano też łyżki dla każdego. Pannom nie wolno było siadać na rogu, bo oznaczało to staropanieństwo. Ważnym było zostawić jedno puste nakrycie – dla zbłąkanego wędrowca. W dawnych wierzeniach ludowych miejsce to było przeznaczone dla tych, których już z nami nie ma.

Przy stole należało się przeżegnać, dziękując modlitwą za cały rok i za szczęśliwie doczekanie wigilii. Odmawiano też modlitwę za zmarłych. Łamano się opłatkiem na znak pojednania i życzliwości.

Zaczynało się chlebem, solą i czosnkiem. Podczas wyłupywania czosnku mówiło się „nie wyłupiaj mnie do samego gołego, to bende cie bronił od wszystkiego złego”. Czosnek miał zatem bronić od złych duchów, sól konserwować, a chleba miało nigdy nie braknąć. Potem na stole pojawiały się tradycyjne potrawy: barszcz z uszkami, kapusta z grochem, kwasówka z grzybami, kluski, groch, pierogi, kasza jaglana, ziemniaki, grzyby gotowane i podbijane, pęcaki z suszonymi owocami, kasza gryczana.

Post tego dnia był ścisły, dlatego wszystko maszczono olejem lnianym. O maśle, słoninie czy smalcu można było zapomnieć. Do picia podawano kompot z suszek. Jedząc groch, rzucano nim o ścianę mówiąc „wilczku, wilczku, chodź do grochu” – w ten sposób starano się przekupić wilka żeby nie polował na stada na polach. Po każdym posiłku należało sprawdzić czy opłatek przykleił się do talerza. Jeśli tak było, oznaczało spory urodzaj. Należało cały czas trzymać łyżkę w ręce i koniecznie spróbować wszystkich potraw. Na końcu na stole pojawiały się jabłka, orzechy, przekładańce.

Potem było kolędowanie. Dziewczęta wyciągały źdźbła spod obrusu – gdy udało się do pary, wróżyło to szybkie zamążpójście. Inną wróżbą było patrzenie na długość źdźbła – im krótsze, tym krótszy czas do znalezienie męża. Chłopcy rzucali słomą do powały – ile zwisało, tyle kop zboża się zbierze. Na koniec zbierano łyżki do kupy, żeby się bydło nie rozłaziło. Po wieczerzy matka siadała na słomę z dziećmi, żeby kwoka na kurczętach siedziała. Starsi obwiązywali powrósłami drzewa w sadzie, żeby lepiej rodziły. Resztkami po wieczerzy dzielono się ze zwierzętami, by podziękować im za służbę i cały rok. Wierzono, że tego wieczoru zwierzęta przemawiają ludzkim głosem – ale tylko człowiek bez grzechu może je usłyszeć. O północy wszyscy szli na pasterkę. Dziewczęta, kiedy szły na mszę, liczyły kołki w płocie – parzysta liczba znaczyła wydanie za mąż. Spoglądano także w niebo – ile było gwiazd na niebie, tyle kop urodzaju.

To piękne zwyczaje, które są jeszcze widoczne w wielu polskich domach. Jeszcze czasami słychać szczyrkanie łyżkami na rogu domu albo wyglądanie, z której strony zaszczeka pies – to zwiastuje skąd nadejdzie przyszły mąż.

Doceńmy bogactwo naszych zwyczajów i ich różnorodność. Przekazujmy je najmłodszym, dzielmy się nimi przy wigilijnym stole, bo to jest prawdziwa magia świąt. To ważne byśmy wspólnie dbali o podtrzymywanie i przekazywanie takich wartości, bo jak nie my to kto?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj